Polityka Bezpieczeństwa

Stowarzyszenie Przyjaciół Twórczości Jana Kasprowicza, ul. Harenda 12a, 34-500 Zakopane informuje, że ze względów szeroko rozumianego bezpieczeństwa teren Muzeum i Mauzoleum Jana Kasprowicza jest monitorowany: wejścia do budynku, teren wokół Muzeum i Mauzoleum, wnętrza budynku.

Wejście w oznakowaną strefę objętą systemem monitoringu jest równoznaczne z wyrażeniem zgody przez każdą osobę na przetwarzanie jej danych z zakresie wizerunku i realizowanych czynności, które zostaną zarejestrowane przez kamery systemu monitoringu w Muzeum Jana Kasprowicza, ul.Harenda 12a, 34-500 Zakopane. Osoba, której wizerunek został zarejestrowany w systemie monitoringu ma prawo do uzyskania informacji dotyczących operacji przetwarzania danych jej dotyczących w zakresie: zasad rejestracji i zapisu informacji sposobów zabezpieczenia informacji a także możliwości udostępnienia zgromadzonych danych praw i i obowiązków podmiotu prowadzącego monitoring praw osób objętych monitoringiem.

 

 

 

Aktualności

Betlejemskie Światełko Pokoju zapłonęło na Harendzie

W dniu 20 grudnia 2018 r. zakopiańskie harcerki przybyły do Muzeum Jana Kasprowicza z Betlejemskim Światełkiem Pokoju.

Betlejemskie Światło Pokoju zorganizowano po raz pierwszy w 1986 roku w Linz,  w Austrii, jako część bożonarodzeniowych działań charytatywnych. Akcja nosiła nazwę „Światło w ciemności” i była propagowana przez Austriackie Radio i Telewizję (ORF). Rok później patronat nad akcją objęli skauci austriaccy.

Każdego roku dziewczynka lub chłopiec, wybrani przez ORF odbierają Światło z Groty Narodzenia Pańskiego w Betlejem. Następnie Światło transportowane jest do Wiednia za pośrednictwem Austrian Airlines. W Wiedniu ma miejsce ekumeniczna uroczystość, podczas której Płomień jest przekazywany mieszkańcom miasta i przedstawicielom organizacji skautowych z wielu krajów europejskich.

Związek Harcerstwa Polskiego organizuje Betlejemskie Światło Pokoju od 1991 r. Tradycją jest, iż ZHP otrzymuje Światło od słowackich skautów. Przekazanie Światła odbywa się naprzemiennie raz na Słowacji raz w Polsce.  Polska jest jednym z ogniw betlejemskiej sztafety. Harcerki i harcerze przekazują Światło dalej na wschód: do Rosji, Litwy, Ukrainy i Białorusi, na zachód do Niemiec, a także na północ – do Szwecji. (więcej na ten temat: https://swiatlo.zhp.pl/historia-bsp-w-polsce/).

Dziękujemy druhnom Grażynie, Magdalenie, Zuzi i Oliwii za ten piękny i jakże wymowny gest, który niewątpliwie bardzo ucieszyłby naszych Gospodarzy.

Światełko pali się w kaplicy mauzoleum Jana Kasprowicza i jeśli tylko ktoś zechce rozpalić od niego swoją świecę i serce - z radością przekażemy je innym.

Czuwaj!

mk

rozwińzwiń

Zima...

Droga 

Wybrałem sobie drogę, której sanie
Moich sąsiadów nie ruszyły. W lecie
Krzewna tu rosła trawa, dziś zamiecie
Biel swą pokładły na przemarzłym łanie.

Brnę po pas w śniegu,pot mi czoło zlewa.
Choć takie zimno, że kawki i wrony
Znikły, a wczoraj tłum ich wygłodzony
Wrzaskiem oprzędzał te samotne drzewa.

Śmieją się ze mnie poczciwi ludziska:
Po co wam, panie, trud ten? Tak się żali
Chłop, który czasu dość miał poznać z bliska

Potrzeby życia... Lecz ja brodzę dalej,
Zda mi się bowiem, że z drogi tej końca
Zobaczę lepiej zachód mego słońca...


 Jan Kasprowicz, z tomu Ballada o słoneczniku, 1907r.

 

Foto. Zygmunt Januszewski, praca nagrodzona w konkursie fotograficznym "Tatry i Podhale w twórczości Jana Kasprowicza"  zorganizowanym przez SPTJK w roku 2010.

rozwińzwiń

W Nowy Rok z nową werandą !

Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie mieści się w budynku, który za parę lat będzie miał 100 lat! Budynek jest drewniany, kryty gontem. Drewno, to nie kamień, czy cegła. O stalowym dachu nie wspomnę. Nie jest to materiał odporny na czas i górski klimat. Czasami coś się nam uda odrestaurować, odnowić, przywrócić do świetności. W tym roku udało się wymienić cześć werandy. Było to możliwe dzięki wsparciu finansowemu  Miasta Zakopane. Dziękujemy.

 

Prace wykonywała Firma PROJEKT – DOM „STASZEL” Zbigniew Staszel z Nowego Bystrego pod nadzorem Państwowego Inspektora Zabytków.

pk.     

rozwińzwiń

Dyrdymały z pożółkłego kajetu

Poniżej zamieszczamy artykuł Beaty Zalot o pani Annie Kogutkowej, jednej z kustoszek Muzeum Jana Kasprowicza, który ukazał się w "Tygodniku Podhalańskim" nr 6/2019.

 

Czy to prawda, że Przybyszewski był Cyganem, a Barbara Wachowicz nieślubnym dzieckiem Marii Kasprowiczowej?

Takie zaskakujące pytania słyszała czasem Anna Kogutkowa podczas swojej 14-letniej pracy w Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie. Co odpowiadała gościom - nie wiadomo, ale same pytania przetrwały w prowadzonym przez nią Dyrdymalionie Harendy.

W grubym brulionie zapisywała też zabawne historie, cytaty gości. "Posiadam wiadomość ze źródeł autorytatywnych, że Jan Kasprowicz napisał "Góralu, czy nie żal" - usłyszała od jednej z pań. "Czy Kostka Napierski to jest ten sam, który ofiarowywał Kasprowiczowi samowar?" "Dziwne muzeum, brak wrażeń" - pozostawił wpis jeden z młodych literatów. Ktoś inny sugerował, żeby wyciąć drzewa przed muzeum, bo zasłaniają budynek. "Popatrz, synku, na portrecie jest Adam Mickiewicz, wielki przyjaciel Kasprowicza" - podsłuchała kiedyś. Nie prostowała, żeby nie podważać ojcowskiego autorytetu.

"Co się patrzysz jak ciele na malowane wrota" - zwróciła kiedyś uwagę kobieta swojej córce, która patrzyła na malowane drzwi do kuchni w muzeum.

Innym razem pojawił się młody człowiek, który powiedział, że zbiera materiały na temat, jak powstaje piękno. "Byłem w kościele na Harendzie i znalazłem tam piękno, proszę o potwierdzenie tego pieczątką muzeum" - poprosił zaskoczonej pani kierownik.

"Dyrdymalion" bardzo wzbogacały cośrodowe zebrania Zarządu Stowarzyszenia Przyjaciół Twórczości Jana Kasprowicza, z którego nielogiczną nazwą pani Anna nie może pogodzić się do dziś (Jak się można przyjaźnić z twórczością? - pyta).

Podczas takich śród była herbatka z czymś mocniejszym, która dodawała uczestnikom zebrań weny, a dzięki temu rosła liczba zabawnych wierszyków, nierzadko dedykowanych pani Annie ("Poecina nasza Hania Kogucina..." czy "Witam naszą Annę, co zamieniła wieś na Hawanę" (to aluzja do jej wyjazdu na Kubę).

Anna Kogutkowa - mistrzyni mówionego słowa

Pracę na Harendzie zaczęła w 1976 r. Dwa lata po tragicznej śmierci syna. To miało być lekarstwo na jej ból, ciągle trwającą żałobę. - I było - zapewnia, siedząc przy herbatce i ciastkach własnej roboty, wśród pamiątek po tamtych czasach.

- Zaczęłam tam pracę kilka miesięcy po śmierci Niety, siostry pani Marusi Kasprowiczowej. Obydwie panie zdążyłam poznać wcześniej, podczas pierwszej wizyty na Harendzie, kiedy jeszcze mieszkałam w Kościelisku i pracowałam w bibliotece WDW. Poszłam wtedy na Harendę  z koleżanką z pracy - Józią Stanek z Białego Dunajca - opowiada. - Wchodzimy do muzeum, nikogo tam nie ma, za kotarą słychać tylko potworną kłótnię kobiet, po rosyjsku. Pani Marusia zorientowała się, że ktoś jest, wyszła do nas, wykonała jakiś teatralny gest i zachęciła do oglądania albumu ze zdjęciami. Potem wróciła za kotarę i kontynuowała głośną kłótnię - wspomina. - Byłam wtedy przerażona, nie przypuszczałam, że kiedyś ten dom tak polubię - dodaje pani Anna, która najpierw pracowała w muzeum na Harendzie jako przewodnik, a potem kierownik.

Twierdzi, że to było idealne miejsce dla niej. Po traumie związanej ze śmiercią syna potrzebowała kontaktu z ludźmi. - Nie siedziałam za biurkiem, mogłam gościć ludzi, urządzać ten dom, oprowadzać i opowiadać o jego słynnych gospodarzach - mówi.

Pani Anna miała dar opowiadania, potrafiła ze słuchaczy nawet łzy wycisnąć. Każdemu opowiadała inaczej - inne były historie dla dorosłych, inne opowieści dla dzieci. Inaczej snuła opowieść profesorom czy literatom, inaczej robotnikom, którzy przyjechali do Zakopanego na wycieczkę zakładową.

Kiedyś odwiedziła ją grupa biskupów. - Słuchali z zainteresowaniem, a kiedy skończyłam, zapadła cisza. Aż jeden z biskupów odezwał się: "Pani mogłaby u nas rekolekcje prowadzić".

Innym razem przyszła wycieczka z chłopakami z poprawczaka. Pani Anna zaczęła im opowiadać o trudnym dzieciństwie i młodości Kasprowicza, o tym, jak często był głodny, jak nie miał w nikim oparcia. - Nagle zobaczyłam chłopaka pod piecem, jak płakał rzęsistymi łzami. Wychowawca powiedział mi potem: "To, że jeden z nich płakał, niech pani przyjmie za wielką zapłatę".

Muzeum zamknięte do odwołania

- Ja się tu po prostu spełniałam, tego właśnie potrzebowałam – podkreśla Anna Kogutkowa.

- To nie było tak jak dziś. Zajeżdżały pod budynek autokary, w każdym po 40 osób, za mostem czekały kolejne dwa autokary, jedna wycieczka czekała na schodach, cztery na werandzie. W wakacje czy ferie był prawdziwy najazd - wspomina.

Były też wizyty indywidualne, często bardzo ciekawych gości. Zapraszała ich do swojego pokoju, zawsze częstowała ciastkiem i herbatą, chciała, żeby czuli się jak w domu, a nie jak w muzeum. Czasem takie wizyty zamieniały się w dłużej trwające znajomości, czasem po takich wizytach pozostawały książki z dedykacjami autorów dla charyzmatycznej gospodyni. Na półce pani Anny są takie cenne egzemplarze z wpisami Jana Dobraczyńskiego, Jerzego Andrzejewskiego czy Wojciecha Żukrowskiego.

W pewnym momencie miała już dosyć tej pracy. W drzwiach zostawiła kartkę "Muzeum zamknięte do odwołania" i już nigdy się tam nie pojawiła. Nie pojawiła się w pracy, bo - jako gość - Anna Kogutkowa jest tam zawsze mile widziana, a dla innych ma zawsze w zanadrzu ciekawą i nieznaną harendziańską opowieść.

Zanim Zakopane ją uwiodło 

 Pod Tatry przyjechała tuż po wojnie z powodu gruźlicy. Ta sama choroba doskwierała jej świeżo poślubionemu mężowi - Józefowi Kogutkowi, który - podobnie jak jej ojciec - był wojskowym.

Czasy przedwojenne pani Anna wspomina z sentymentem. Urodziła się w wielkopolskim Pleszewie, jej ojciec był oficerem Wojska Polskiego, wykładowcą w Szkołach Podchorążych pod Lwowem w Rawie Ruskiej, w Inowrocławiu i Lublinie.

- To był dom szczęśliwy i zasobny. Moje życie było ciągłą wędrówką, razem z ojcem przenosiliśmy się ciągle w nowe miejsca. Dużo też z rodzicami podróżowałam. Zanim skończyłam 10 lat, byłam w Krynicy, Cetniewie, na Huculszczyźnie i w wielu innych miejscach, gdzie były oficerskie domy wypoczynkowe - wspomina. Bakcyl podróżniczy towarzyszył jej potem przez całe życie. Za kierownicą malucha zjeździła pół Europy. W bardziej egzotyczne kraje wyjeżdżała z Orbisem. Była nad Morzem Karaibskim, Zatoką Meksykańską, Morzem Chińskim i Japońskim.

Czas upodlenia i nędzy

Wybuch wojny zastał rodzinę w Lublinie. Już 6 września 1939 r. poległ ojciec Anny - kpt. Władysław Małecki. Dla wdowy i jej córki nastały trudne lata. Czas wojny i okupacji - to jak mówi dziś Anna - czas okrutny, czas upodlenia, nędzy i głodu. - Obie z matką byłyśmy wyrzucane z domów do coraz gorszych dzielnic i obskurnych bud. Przeżywałyśmy koszmar egzystencji na granicy chorób i śmierci - opowiada. To dla Anny czas kopania rowów fortyfikacyjnych dwa razy w tygodniu na obrzeżach Lublina. Nieustanna groźba wywózki do Niemiec. Ale i czas nauki w niemieckiej szkole zawodowej - Mal-und Zeichenschule, gdzie z przyjemnością zgłębiała tajniki malarstwa i rysunku.

- Gdy nas ładowano na ciężarówki, nie wiedziałyśmy do końca, gdzie nas zawiozą, czy do kopania rowów, czy do Majdanka, obozu hitlerowskiego na obrzeżach miasta - wspomina. Ciężka fizyczna praca była dla kilkunastoletniej, delikatnej dziewczyny ponad siły. Anna słabła, mdlała, w końcu dostała zapalenia opłucnej i zachorowała na gruźlicę. Po wyzwoleniu, już jesienią 1944 r. zaczęła naukę w polskiej szkole średniej pod pieczą - jak podkreśla - kadry świetnych przedwojennych pedagogów. Z powodu ciężkiego stanu zdrowia trafiła na 2 lata do Otwocka, a potem do Zakopanego, gdzie - jak wspomina - wszystkie sanatoria pękały w szwach, a cmentarz szybko się zapełniał. Aż do czasów pojawienia się streptomycyny, która wyleczyła tysiące ludzi.

Spartańskie szczęście na Strążyskiej

Przyjazd do Zakopanego był jednocześnie podróżą poślubną. Był rok 1951.

Młodzi zamieszkali w Kościelisku, u Gąsieniców Bukowych na Budzówce. Po roku przenieśli się do schroniska PTTK na Ornaku, gdzie mąż został kierownikiem. - Ale najwspanialsze miejsce na ziemi czekało na nas w Dolinie Strążyskiej, gdzie mąż zaczął pracę leśniczego. Mimo że warunki były spartańskie, leśniczówka była bardzo zaniedbana, to było I7 najszczęśliwszych lat. Tam urodzili się nasi synowie Marek i Jacek - podkreśla. Nie było wody, trzeba było po nią chodzić do źródełka przez całą Polanę Młyniska, pranie robiło się w potoku. - Dopiero, kiedy miał urodzić się pierwszy syn, mąż doprowadził do budynku wodę i zrobił łazienkę - opowiada.

- Gdy się nasi znajomi w Warszawie dowiedzieli, że mieszkamy w leśniczówce, każdy nas chciał odwiedzić. Goście to było nasze przekleństwo, musiałam ich prosić, żeby nam dali trochę wytchnąć - wspomina ze śmiechem.

Pani Anna zaczęła pracę w obserwatorium meteorologicznym. Robiła codziennie pomiary na pobliskiej stacji meteorologicznej, bardzo lubiła tę pracę. Jej szefem był legendarny "Pimek", czyli Józef Fedorowicz.

- Mój mąż był w klubie brydżowym, grał z Kornelem Makuszyńskim, który był świetnym brydżystą - wspomina kolejną znaną postać zakopiańską z tamtych czasów.

W 1965 r. zaczęli budowę własnego domu na Parcelach Urzędniczych, by po 5 latach się do niego wprowadzić. Niedługo cieszyli się szczęściem, w 1974 r. zginął tragicznie ich starszy syn. Z traumy wyciągnęła ją praca w muzeum na Harendzie. Przestała tam pracować, by poświęcić czas ciężko choremu mężowi, który odszedł na początku lat 90.

Zakopane nie jest już kulturalne

Pani Annie - podobnie jak jej mamie - pisana jest długowieczność. Mimo pięknego już wieku jest sprawna, pełna wigoru, jasności umysłu i poczucia humoru. Żywo interesuje się tym, co dzieje się w kraju, w mieście, które kiedyś wybrała. Nadal żywo zajmują ją sprawy kultury. Dużo czyta, ma swoje wyrobione na wszystko zdanie.

- To nie jest już moje Zakopane - mówi ze smutkiem. Politykę deweloperską w Zakopanem nazywa skandaliczną. - Na każdym skraweczku coś budują. Jak zobaczyłam na Pardałówce ten budynek z siedmioma piętrami - przeraziłam się - wyznaje. - Zakopane nie jest już kulturalne. Najważniejszym wydarzeniem jest spęd na jakiegoś Sławomira.

 

rozwińzwiń

Dramatyczny koniec Młodej Polski – (re)wizje

Pracownia Historii Dramatu 1864-1939 przy Instytucie Literatury Polskiej Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego, Stowarzyszenie Przyjaciół Twórczości Jana Kasprowicza, Katedra Dramatu i Teatru, oraz Katedra Literatury Współczesnej Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II zorganizowały w dniu 2 marca seminarium naukowe  „Dramatyczny koniec Młodej Polski – (re)wizje”.

Seminarium odbyło się  Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie. Jego celem była analiza dramatyczno-teatralnej spuścizny epoki modernizmu z perspektywy odzyskania niepodległości oraz zjawisk związanych z kontynuacją i ewolucją poszukiwań artystycznych. Podjęto interesującą  refleksję nad obecnością dziedzictwa Młodej Polski w kulturze literackiej i teatralnej kolejnych lat – od dwudziestolecia międzywojennego po współczesność.

 Dyskutowano wokół dramatów Stanisława Wyspiańskiego, Tadeusza Micińskiego, Stanisława Przybyszewskiego, Stefana Żeromskiego, Jana Kasprowicza oraz innych, zarówno uznanych, jak i zapomnianych twórców kształtujących obraz dramatu i teatru epoki. 

Spotkanie zakończył wieczór autorski  „A przecież zebrałem tyle słów w jednej linii”Karola Samsela,  który zaprezentował wiersze z tomu „Z domami ludzi” oraz poemat „Autodafe”.

pk

rozwińzwiń

Pierwsze krokusy na Harendzie!

Pojawiły sie pierwsze krokusy przy Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie. Zapraszamy.

Z "Dziennika" Marii Kasprowiczowej:

9 marca [1926 r. przyp. MK]

"Lubię, kiedy Janek zadaje mi pytania: - Byłaś na schodach? Patrzyłaś na skarpy? Ile tam krokusów? - Prawie co dzień zadaje mi te pytania. Dzisiaj dodał: - Gdybym mógł, ciągle bym tam chodził, aby się im przygladać. Istotnie krokusy pomału zaczynaja już kwitnąć. Jest ich na razie zaledwie parę. Tym bardziej się nimi cieszymy."

Maria Kasprowiczowa - "Dziennik", Instytut Wydawniczy PAX, 1966, str. 410-411

rozwińzwiń

Krokusy na Harendzie. Władysław Jarocki - Bartosz Jancik

31 marca w Muzeum na Harendzie otwarto nową wystawę na pożegnanie zimy „Krokusy na Harendzie”. Wernisaż odbył się w plenerze i pracowni Władysława Jarockiego, będącej częścią ekspozycji Muzeum Jana Kasprowicza.


Wystawa jest trzecią z cyklu „Pokolenia” prezentacją dzieł i pamiątek artysty połączonych dialogiem z twórczością młodego artysty studiującego na krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Autoportret Władysława Jarockiego i monumentalne portrety góralskich dziewczyn będą otoczone na wystawie krokusami namalowanymi jak fotografie w skali makro przez Bartosza Jancika. Ich liliowo-fioletowe kwiaty, wypełniające nieomal całą powierzchnię obrazów, stanowią niezwykłą barwną dominatę, będącą symbolem wiosny rodzącej się na Podhalu.

Kuratorką wystawy i cyklu „Pokolenia” jest Zofia Weiss.

Słodkości krokusowe zamówione specjalnie na okoliczność krokusowego wernisażu przygotowała Cukiernia Samanta.

Wystawa realizowana jest w ramach projektu „Harenda – zakopiański salon artystyczny. W kręgu literatury, malarstwa, muzyki i tradycji regionalnej” realizowanego przy finansowym wsparciu Gminy Miasto Zakopane.

Na Harendzie krokusy w tym roku pokazały się dwa tygodnie temu. Powoli przekwitają. Na górskich polanach uśpione pod grubą warstwą śniegu, lada moment wychylą się ku słońcu. W Tatrach zbliża się sezon kwitnienia krokusów. Zacznie się „turystyka krokusowa”. Tatrzański Park Narodowy wspólnie z władzami Kościeliska rozpoczął kampanię „Hokus Krokus”, która ma uświadomić turystów, że roślina jest pod ścisłą ochroną. 

Przypomniał o tym, obecny na Harendzie Jan Krzeptowski-Sabała, przewodnik tatrzański, edukator pracownik Tatrzańskiego Parku Narodowego.
 

Termin wystawy 31.03. - 02.06.2019
Muzeum Jana Kasprowicza, Harenda 12a
godziny otwarcia: wtorek - niedziela 10.15 - 15.15

rozwińzwiń

Zakopiańska Noc Muzeów 2019

W Zakopanem  oferta kulturalna zaproponowana na Noc Muzeów przez różne instytucje,  oraz osoby prywatne była interesująca. Jednym z miejsc otwartych i odwiedzanych „do nocy i po nocy” do czego zobowiązuje udział w…Nocy Muzeów było Muzeum Jana Kasprowicza na Harendzie.

Goście pojawiali się już przed 19.00 kiedy rozpoczęto oświetlanie  ogrodu kasprowiczowskiej Harendy. Pomagali nam m. in. harcerze zakopiańscy. Przewodnicy co godzinę oprowadzali zwiedzających po mieszkaniu Marii i Jana Kasprowiczów. Dwukrotnie (o godz. 21.20 i o 23.20) była okazja, aby wysłuchać  słuchowiska pt. "Nasturcja, czyli Wdowa Narodowa", autorstwa Marii Marcinkiewicz-Górnej i Rafała Zapały, zrealizowanego na 50. rocznicę śmierci Marii Kasprowiczowej.  
Przez cały czas dostępna była Galeria Malarstwa Władysława Jarockiego, w której  jest obecnie prezentowana jest trzecia wystawa z cyklu POKOLENIA "Krokusy na Harendzie. Władysław Jarocki - Bartosz Jancik".

Wydarzenie to było częścią projektu pod nazwą "Harenda. Zakopiański Salon Artystyczny. (W kręgu literatury, malarstwa, muzyki i tradycji regionalnej)", realizowanego przy finansowym wsparciu Gminy Zakopane.

Dziękujemy bardzo wszystkim wolontariuszom za pomoc!

Kiedy zegar  w salonie dwunastoma uderzeniami oznajmił koniec Nocy Muzeów  2019 trudno się było rozstać z gośćmi. Światło w oknach świeciło się do pierwszych ptasich treli.  

Harenda Jana Kasprowicza zaprasza za rok, w 100-lecie powstania domu, na kolejną Noc muzeów.

rozwińzwiń

„Wspólne drogi malarskie” - nowa wystawa w Galerii W. Jarockiego

22 czerwca 2019 r.  odbył się wernisaż nowej wystawy rozpoczynającej okres wakacji „Wspólne drogi malarskie”, zorganizowanej przez Stowarzyszenie Przyjaciół Twórczości Jana Kasprowicza i Fundację Muzeum Wojciecha Weissa.

W  Galerii Władysława Jarockiego będącej częścią Muzeum Jana Kasprowicza „wakacyjne” prace zaprezentowali: Stanisław Chomiczewski, Adam Marczukiewicz, Paweł Kotowicz, Andrzej Borowski, Tomasz Klimczyk oraz Władysław Jarocki.
  

Wystawa jest czwartą z cyklu „Pokolenia” prezentacją dzieł i pamiątek Jarockiego, połączonych dialogiem z twórczością malarzy, którzy ukończyli kilkadziesiąt lat później, tą samą co on, krakowską Akademię Sztuk Pięknych. Tym razem opowiemy o malarskich, pełnych letniego słońca, plenerach we Włoszech, w Wenecji i Toskanii, w Istambule, w Chorwacji, w Grecji, we Francji. Zobaczymy, iż poszukiwania pięknego kolorytu Południa, ostrego słońca, głębokich światłocieni, były ciągle niezaspokajanym celem wędrówek artystów, tych z okresu Młodej Polski i tych nam współczesnych. Tytuł wystawy nawiązuje bezpośrednio do tytułu pamiętnika Wł. Jarockiego „Moje drogi malarskie”. Kuratorką wystawy i cyklu „Pokolenia” jest Zofia Weiss, artyści uczestniczący w wystawie współpracują z Zofia Weiss Gallery w Krakowie.

Wystawa realizowana jest w ramach projektu „Harenda – zakopiański salon artystyczny. W kręgu literatury, malarstwa, muzyki i tradycji regionalnej”, realizowanego przy finansowym wsparciu Gminy Miasto Zakopane.

termin: od 22.06.- 15.09.2019 r.
Muzeum Jana Kasprowicza, Harenda 12a
godziny otwarcia: wtorek - niedziela 10.00 - 15.30 

 

rozwińzwiń

Zakończył się 4. Zakopiański Festiwal Literacki

Nasze Stowarzyszenie – jak co roku - miało na Placu Niepodległości, stoisko z wydawnictwami. Przez trzy dni  Beata Denis – Jastrzębska, Katarzyna Chruściel, Małgorzata Karpiel i Natalia Jastrzębska pełniły dyżur na stoisku. Pomagał  nam również Andrzej Chruściel. W wyborze dodatkowych, ciekawych publikacji pomagała nam Jolanta Piasecka. Dziękuję wszystkim osobom, które w ramach wolontariatu wsparły nasz udział w targach przypadających w tym roku na wyjątkowo upalne dni.           

   Pod Tatry tylko z książką…  

rozwińzwiń